Staram się żyć... Życ kazdego dnia kiedy otwieram oczy, moje mysli kieruja sie ku przyszlosci gdzie nie ma zupelnie nic, gdzie nie ma obok mnie nikogo, gdzie nikogo nie kocham, nikt nie kocha mnie.... Zadaje sobie pytanie, ile razy jeszcze musze wszystko spieprzyc w swoim zyciu, ile jeszcze razy musze upasc i podnosic sie, ile razy musze uczyc sie na bledach, powoli dochodze do wniosku, ze ja juz sie do tego nie nadaje..., Nie nadaje sie do nowych zwiazkow, do milosci, do poznawania nowych facetow, boje sie kochac, boje sie... bo chyba chcialabym od razu takiej pewnosci, tego zeby facet zapewnil mnie, ze bede tylko ja, a widze, ze faceci nie kochaja na zawsze, nie kochaja na lata, kochaja dla tych pieknych chwil, ale chwile sa ulotne jak motyle... Potem jest szara rzeczywistosc, monotonnosc i kazdy idzie w swoja strone, ale na tym wlasnie polega zycie... Nie zawze jest pieknie, kolorowo... Pozniej nigdy juz nie jest jak na poczatku, ale nie kazdy to rozumie....
Adama kocham, myslalam, ze to ten jedyny.... Myslalam, ze On mnie kocha.... Tak mowil, tez mowil, ze tak czul, ale ze nie mozna nikogo do niczego zmusic. Slysze, ze na ta chwile nie chce sie spotykac, a pozniej, ze przyjedzie, ze pojedziemy nad morze jak sie przeprowadze, ze to i tamto... Przyjechal, przytulal, calowal, ale nie mam pewnosci kim dla niego jestem, bardzo boje sie, ze go strace, ze juz go nie bedzie w moim zyciu, dlatego do niego pisze, dzwonie, ale czuje, ze on ma mnie chyba dosyc, ze to powoli sie sypie i zastanawiam sie.... Caly czas sie zastanawiam cy sama nie odejsc, wtedy nie bede tak bardzo cierpiec, nie bede tak bardzo plakac, nie bedzie tak bardzo bolalo mnie serce....
Przeprowadzam sie, a raczej wyprowadzam z pieknego miasteczka, to naprawde jest trudne kiedy mieszka sie nad morzem od wrzesnai do marca, a w lato wraca na stare smieci, ale moze tak mialo byc, a moze nigdy nie mialam sie wyprowadzac stamtad do kad jade.... Chce byc blizej Adama, wiem ze ja ciagle sie poswiecam, wiem ze on by sie nie przeprowadzil, wiem tez, ze juz nie mialam sie poswiecac dla facetow... Wszystko mi sie pieprzy..... Dalabym duzo zeby bylo z A. tak jak wczesniej..... :(
Czasami czas pomaga nam w zyciu… Pomaga nam zapomniec o ludziach, ktorzy nas skrzywdzili, o sytuacjach, ktore wstrzasnely naszym zyciem, czasami czas sprawia, ze zaczynamy sie przyzwyczajac do sytuacji, do ludzi, a kiedy indziej sprawia, ze o tych ludziach zaczynamy myslec coraz mniej, bo przekonujemy sie kim jestesmy dla tych ludzi. Czesto traktuje ludzi zbyt dobrze, czesto ufam za bardzo, kocham ich i bylabym w stanie zrobic dla przyjaciol wszystko, czesto tez przekonuje sie, ze za to co bym dla nich zrobila dostalabym kopa od zycia, lzy w oczach i uczucie, ze jestem na tym swiecie zupelnie sama, a przyjaciele byli tylko dlatego, ze mieli ku temu cel. Teraz to ja potrzebuje pomocy, teraz to ja jestem w trudnej sytuacji i widze, ze kompletnie nie mam na kogo liczyc. Jestem sama w obcym kraju, boje sie, lzy naplywaja do oczu, a moja glowa przestaje funkcjonowac. Nie wiem co robic, jak zyc, co bedzie jutro. Czas mnie w tej chwili niszczy