Naprawde go kocham, naprawde mi zalezy i najprawdziwej w swiecie chcialabym żeby to byl ON, tak juz na zawsze, obok mnie.... Zebym mogla budzic sie przy nim i zasypiac, wieczorami wtulac sie w jego ramiona, a w piatkowy wieczor pic czerwone wino i uprwiac dziki sex....:)
Tak serio to sie boje, boje sie jak cholera, ze go strace i mam calkowita swiadomosc, ze wlasnie przez to uczucie tak moze sie stac.... Najwazniejsze, ze jest miedzy nami dobrze, ostatnie weekendy, swieta spedzilam naprwde wspaniale, przy boku mojego mezczyzny tylko najbardziej boli fakt, ze mieszkamy spory kawalek od siebie...
Wlasciwie juz ten dystans sie zmniejszyl, przeprowadzilam sie i mamy do siebie o polowe krotsza droge, to jest wielki plus... Minusem jest to, ze wciaz widzimy sie w weekendy, a ja tak bardzo chcialabym miec go na codzien.... Tak jak powinein wygladac kazdy normalny zwiazek...
Dzisiaj znowu poczułam ten "zapach", zapach Anglii, moze ktos sie z tego smiac, ale wlasnie poczulam to w powietrzu, to co czulam pierwszego dnia jak tu przylecialam.... Takie szczescie ze tu jestem, a zarazm niepkoj co bedzie dalej... Bo przeciez zyje tu, pracuje, poznalam faceta, mam prawie 30 lat na karku i zadych konkretnych planow na przyszlosc, zadnych dzieci, malzenstw, rozwodow, nawet sypiam i mieszkam sama.... To jest straszne, straszne jest zyc samemu, samemu zasypiac i budzic sie... Adam tego nie rozumie, jemu to chyba tak pasuje... a ja nie wiem jak to dalej bedzie ygladalo, nie wiem ile tak wytrzymam.... Chce ukladac sobie zycie, chcialabym bardzo miec dziecko moze nie teraz, ale za rok,.. poltora, tak... to bylby odpowiedni czas.... Tylko wiem, ze nie bede go miec, bo nie mam letniego zwiazku z facetem, wspolnych wakacji ferii, wzlotow i upadkow... Czasami mysle, ze zmarnowalam to swoje zycie, ze wciaz jest tak jakbym miala 17 lat... a przeciez jestem kobieta...
...znów nie jest tak jak mialo byc
ogarnij sie i nie patrz w tył...
Czasami czas pomaga nam w zyciu… Pomaga nam zapomniec o ludziach, ktorzy nas skrzywdzili, o sytuacjach, ktore wstrzasnely naszym zyciem, czasami czas sprawia, ze zaczynamy sie przyzwyczajac do sytuacji, do ludzi, a kiedy indziej sprawia, ze o tych ludziach zaczynamy myslec coraz mniej, bo przekonujemy sie kim jestesmy dla tych ludzi. Czesto traktuje ludzi zbyt dobrze, czesto ufam za bardzo, kocham ich i bylabym w stanie zrobic dla przyjaciol wszystko, czesto tez przekonuje sie, ze za to co bym dla nich zrobila dostalabym kopa od zycia, lzy w oczach i uczucie, ze jestem na tym swiecie zupelnie sama, a przyjaciele byli tylko dlatego, ze mieli ku temu cel. Teraz to ja potrzebuje pomocy, teraz to ja jestem w trudnej sytuacji i widze, ze kompletnie nie mam na kogo liczyc. Jestem sama w obcym kraju, boje sie, lzy naplywaja do oczu, a moja glowa przestaje funkcjonowac. Nie wiem co robic, jak zyc, co bedzie jutro. Czas mnie w tej chwili niszczy